Po tym jak te słowa opuściły jego
usta, chwycił moją dłoń i wprowadził mnie z powrotem w tłum ludzi, ignorując
moje protesty i cisnące się na usta pytania, poprzez ostrzegawcze zaprzeczenie
głową. Reszta wieczoru upłynęła w na wypijaniu kolejnych drinków, tańcu oraz
poznawaniu nowych osób których imion rano nie byłam w stanie sobie przypomnieć.
Około 5, chwilę po tym, jak
opuściliśmy miejsce imprezy, aby spędzić trochę czasu z Gemmą i innymi, Harry i
ja wróciliśmy o domu jego matki i wpół czołgając się, wpół idąc, pokonaliśmy schody,
cały czas się śmiejąc. Opadliśmy na łóżko, zdejmując ubrania, które mięliśmy na
weselu i zasnęliśmy tak szybko, jak nasze głowy spoczęły na poduszkach.
Koło 6 rano rozbrzmiał alarm
Harry’ego. Jęknęłam w poduszki i wytoczyłam się z łóżka, ciągle pijana,
usiłując go wyłączyć. Harry usiadł ze zmieszanym wyrazem twarzy, napotykając na
mnie- skaczącą dookoła, półnagą i usiłującą znaleźć telefon.
- Norah, wyłącz to.- warknął.
- A co kurwa myślisz, że próbuję
zrobić?!
Ponownie opadł na łóżko,
pocierając rękami swoje jadeitowe oczy, chcąc się rozbudzić i ziewnął zaspany,
co było absolutnie urocze.
- Lewa kieszeń marynarki, którą
miałem wczoraj.
Wyciągnęłam komórkę i wyłączyłam
alarm, zanim opadłam na łóżku obok niego, wydając z siebie zirytowane
jęknięcie. Jego silne ręce zaplotły się dookoła mojej talii, kiedy odwrócił się
twarzą do mnie, całkowicie zamykając mnie w swoim uścisku i pozostawiając
całusy na moich ramionach, kiedy jego nagi tors przywierał do moich pleców.
- Musimy wstawać. – mruknął.
- Co? Dlaczego?
- Nasz samolot odlatuje za
godzinę, Norah.
- Zmień godzinę, okej? –
jęknęłam, mocniej wtulając się w jego ciało. Westchnął cicho, co oczywiście
znaczyło, że nie ma mowy żeby wysłuchał moich próśb. – Proszę?
- Nie mogę. Mam spotkanie.
I cóż, o 6:15 po godzinie snu,
Harry i ja opuściliśmy Londyn, po tym jak ucałowałam na pożegnanie jego siostrę
i przysięgłam po raz kolejny ją odwiedzić. Ledwo stałam na nogach, kiedy
dotarliśmy na lotnisko; jedynie ręce Harry’ego pewnie oplatające moją talię i
delikatne pocałunki składane na moim czole trzymały mnie przy życiu.
Podczas lotu regenerowaliśmy
swoje organizmy, dostarczając potrzebnego im snu. Spałam na jednej z małych
skórzanych kanap, podczas gdy Harry okupował rozkładany fotel naprzeciwko mnie.
Jedyny raz, kiedy się obudziliśmy, to czas na posiłek, którego odmówiłam
poprzez cichy jęk, po tym jak poczułam podchodzące mi do gardła ‘wspomnienia’
ubiegłej nocy.
Następna pobudka nastąpiła, gdy
samolot lądował, a przez małe okna czarnego samolotu widoczny był pas startowy.
Opuściliśmy samolot trzymając się za ręce, a nasze torby spoczywały na
ramionach, jako idealny przykład na to, że byliśmy skacowani. No, przynajmniej
ja. Harry jakoś zdołał uniknąć potwornego wyglądu. Jak zwykle.
- Która jest tu godzina? –
zapytałam, kiedy weszliśmy na lotnisko.
Harry spojrzał na swój zegarek.
- Piąta popołudniu. James i ja
odwieziemy cię do domu.
- NORAH! – odwróciłam głowę od cudownego
mężczyzny u mego boku, napotykając na mojego najlepszego przyjaciela, stojącego
kilka metrów ode mnie z jedną ręką na biodrze i szerokim uśmiechem na twarzy, a
dopełnieniem tego była muszka i ciemny kardigan. Rzuciłam się niezdarnym
sprintem w jego kierunku i wskoczyłam na niego, cały czas mając nadzieję, że
uda mu się mnie złapać.
Zachichotał, kiedy minimalnie
zachwiał się pod moim ciężarem, ale jakimś sposobem zdołał mnie złapać, kiedy
ja pisnęłam tuż przy jego szyi, obcałowując każdy centymetr jego twarzy. Mój
przyjaciel pachniał domem i wygodą- dwie rzeczy, których potrzebowałam teraz
najbardziej na świecie. W końcu, moja waga stała się zbyt odczuwalna dla jego
szczupłej sylwetki, więc upuścił mnie na ziemię z dumnym uśmieszkiem.
- Ty idioto! – krzyknęłam,
zaplatając ręce na jego karku. – Cholernie za tobą tęskniłam.
- A jakże by nie? Mamy wiele
rzeczy do zrobienia i tak wiele do obgadania… Zginiesz, Norah, zdecydowanie
zginiesz!
- Byłeś hetero przez cały czas i
to był tylko pretekst żeby podglądać mnie, jak się przebieram? – zadumałam.
Zmarszczył nos i zarzucił swoją
niewidzialną grzywą w najbardziej bezczelny sposób, na jaki było go stać.
- Fuuj, nie szalej tak. Mamy
rezerwację w Saki za jakieś 30 minut,
więc weź swoje bagaże i wychodzimy.
Zachichotałam podekscytowana i w
końcu wypuściłam z objęć swojego przyjaciela, aby odwrócić się i wpaść prosto
na Harry’ego Stylesa, który wyciągał w moim kierunku torbę, którą upuściłam
pośród moich wcześniejszych zawirowań. Z zakłopotanym uśmiechem chwyciłam
skórzaną torbę i przerzuciłam ją przez ramię, kiedy on się do mnie uśmiechnął.
- Tak bardzo zapominalska, Norah.
– skarcił mnie. Figlarnie go odepchnęłam, mając nadzieję, że złapie mogą dłoń i
przyciągnie mnie do swojego torsu, a następnie westchnęłam zadowolona, kiedy
moje pragnienia stały się prawdą. Oplotłam rękami jego muskularny tors, okryty
jedynie przez cienki, czarny, bawełniany t-shirt.
- Um, przypuszczam, że zobaczę
cię później? – powiedziałam, wtulając twarz w jego klatkę piersiową, aby
uniknąć jego wzroku i niezręcznego pożegnania. Jego głęboki chichot jedynie
pogłębił moje zakłopotanie.
- Tak, zobaczysz, w poniedziałek.
Przyjdziesz do mnie.
- Zapytaj mnie miło.
Jego mięśnie wyczuwalnie
naprężyły się pod moimi palcami, on sam wypuścił mnie ze swych objęć, a
wszelkie oznaki uwielbienia, które widoczne były na jego twarzy, zniknęły w
trakcie sekundy. Zamarłam i spojrzałam na niego, całkowicie nieprzygotowana na
jego huśtawki nastrojów.
- Zobaczymy się w poniedziałek. –
powtórzył wolno, nienaturalnym głosem, co sprawiło, że chciałam się schować za
Jace.
Zamiast tego, podniosłam nieco
podbródek, próbując zrównać się z jego spojrzeniem, zanim ostatecznie się
poddałam i skupiłam na niewielkiej bliźnie nad jedną z brwi.
- Wtedy jestem zajęta.
- Norah.
- Naprawdę aż tak trudno zadać ci
to cholerne pytanie?
Zmrużył oczy, pozwalając im
bezwstydnie zmierzyć moje ciało, zanim spoczęły na lekko fioletowym siniaku tuż
nad kością obojczyka. Jego przyodziana w pierścionki dłoń zbliżyła się do tego
miejsca, delikatnie gładząc je, co spowodowało pojawienie się gęsiej skórki na
każdym centymetrze mojej skóry.
- Moja. – mruknął, zanim podniósł
dłoń i przeniósł ją na mój podbródek, aby skrzyżować nasze spojrzenia. –
Wpadniesz do mnie w poniedziałek?
Zdecydowałam się przejąć kontrolę
nad naszą bliskością i szybko złączyłam nasze wargi, szepcząc niegłośnie ‘tak’
w chwili, gdy się odsunęłam. Jego oczy rozbłysły, kiedy jego dolna warga
zadrżała, gdy próbował ukryć uśmiech. Im więcej przebywałam w jego
towarzystwie, tym częściej dostrzegałam jego kaprys, kiedy próbował zachować
kamienny wyraz twarzy.
Jego warga drżała, jego oczy
ciemniały lub jego szczęka się zaciskała za każdym razem tak niezauważalnie, że
mogłeś to dostrzec jedynie, gdy bacznie go obserwowałeś. A ja ciągle
podziwiałam jego zarysowaną szczękę, więc łatwo było mi dostrzec te niewielkie zmiany.
Pozostawił na czubku mojej głowy
ostatniego całusa, zanim pomknął do wyjścia, jedną ręką wybierając numer w
telefonie, a w drugiej trzymając folder pełen dokumentów, powracając do życia,
w którym pełni rolę prezesa. Obserwowałam jak odchodzi z uśmiechem na mojej
twarzy, po czym odwróciłam się do Jace, który pisał coś na swoim iPhone z
nikłym uśmieszkiem.
- Gotowa? – zagruchał, wsuwając
telefon z powrotem do kieszeni. Kiedy skinęłam potakująco głową, zaoferował mi
przyodzianą w sweter rękę, którą chwyciłam z uśmiechem, a następnie oboje
skierowaliśmy się do wyjścia, rozmawiając o wyprawie.
- Podczas lotu… - zaczęłam. Zdołałam
wypowiedzieć jedynie tę część zdania, zanim moja twarz oblała się rumieńcem, a
ja wybuchnęłam pełnym zażenowania śmiechem. Ale Jace, który znał mnie lepiej
niż ktokolwiek inny, zdołał odczytać moje myśli.
Pacnął mnie w ramię, kiedy na
jego twarzy pojawił się szok.
- Żartujesz sobie?!
- Nie.
- NORAH, co u licha?! Wyjeżdżasz
na dwa dni i zmieniasz się w jakąś boginię seksu? Jak to możliwe? Gdzie mogę
dostać takiego Harry’ego Stylesa?
Figlarnie trąciłam go biodrem,
zanim rozdzieliliśmy się, aby wsiąść do małego, srebrnego BMW, którw czekało na
zewnątrz. Jace szybko wycofał i śpiewał cicho do melodii, która grała w radiu,
kiedy kierowaliśmy się do naszej ulubionej restauracji sushi, gdzie jedzenie
stało się niemal rytuałem.
Moje ślinianki wzmagały swoją
pracę, kiedy zbliżaliśmy się do celu; na myśl o moich ulubionych rolkach, była
nie do wytrzymania, po całym dniu nic nie jedzenia z powodu możliwych wymiotów.
Zaczęłam podskakiwać na swoim miejscu, kiedy wjechaliśmy na parking i zanim
samochód zdołał całkowicie się zatrzymać, ja byłam już w drodze do drzwi.
Uderzyłam dłońmi w kontuar
kierowniczki sali z szerokim uśmiechem.
- Mamy rezerwację dla dwojga.
- Nazwisko poproszę. – odrzekła
beznamiętnie.
- Uh, możliwe, że pod Jace. Lub
Norah. Albo prawdopodobnie pod Parker.
Kobieta skanowała listę, zanim
zatrzymała się na imieniu Jace, zakreślając je i chwytając menu. Poczułam, jak
mała dłoń mojego współlokatora ściska moje ramiona, kiedy podążaliśmy za nią do
stolika na tyłach pomieszczenia.
Zajęłam swoje miejsce, kiedy Jace
zasiadł naprzeciwko mnie z bezczelnym uśmiechem.
- Jesteś dziiiiwką!
- Wcale nie! – broniłam się. – Aczkolwiek,
mam ważne wieści.
- Ja też. Ty pierwsza.
Rzuciłam mu gniewne spojrzenie,
kiedy przerzucałam strony w karcie dań.
- Nie, ponieważ to znaczy, że ty
myślisz, że twoje wieści są ważniejsze niż moje i chcesz mnie przebić. Znam cię
zbyt dobrze, Jace.
- Być może. – zaszczebiotał
niewinnie, zanim na jego twarzy pojawił się pełen samozadowolenia uśmiech. –
Okej, nieważne, zdecydowanie tak jest. Mów pierwsza!
- Dobra. Harry przyznał, że
faktycznie mnie lubi.
- Och, naprawdę? – Jace zadrwił.
– A nie mówiłem, że jego oczy z fascynacją obserwowały każdy twój jebany ruch?
Moje serce się rozpłynęło, kiedy
wyobraziłam sobie Harry’ego, obserwującego mnie z delikatnym uśmiechem
okraszonym dołeczkami. Obraz ten szybko uleciał z moich myśli z uwagi na fakt,
że był on zupełnie chory. Harry się nie przygląda. Rzuca piorunujące spojrzenia
lub patrzy spode łba, albo nawet wywierca we mnie dziury swoim spojrzeniem. Ale
nigdy nie przygląda się z uwielbieniem.
- Zamknij się. – jęknęłam. –
Teraz ty.
- Nieważne, ale to na serio
prawda. Ten facet jest pod twoją całkowitą kontrolą. – zachichotał, rzucając we
mnie papierkiem od swojej słomki. Kelner przybył i przyjął nasze typowe zamówienia,
zanim zniknął raz jeszcze, pozostawiając Jace niemal podskakującego w
oczekiwaniu na swoim miejscu. – Okej, jesteś gotowa?
- Bardziej niż kiedykolwiek.
Wziął głęboki oddech i splótł
razem dłonie, pochylając się nad stołem jakby chciał pokazać, jak poważne były
jego ‘wieści’. Ale zważywszy na fakt, że jego ostatnie ważne wieści dotyczyły
tego, że dobił do 500 obserwujących na twitterze, nie oczekiwałam zbyt wiele. Właśnie
dlatego wybuchnęłam głośnym śmiechem, kiedy dumnie ogłosił, że..
- Mam chłopaka!
Całkowicie straciłam nad sobą
kontrolę, trzymając się za brzuch, starając się uspokoić. Kelner położył przed
nami porcję edamame* ze spojrzeniem wyrażającym dezaprobatę, a wydęte wargi
Jace tylko spowodowały, że zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej.
- Ty… masz… chłopaka? – wydukałam
pomiędzy atakami. Jace odchylił się na swoim miejscu, krzyżując ręce na
piersiach w obronnym geście. Zmrużył swoje niebieskie oczy w sposób, którym
byłam niezwykle zaznajomiona, zważywszy na fakt, że Harry robił to nieustannie.
- Tak, mam. I on jest absolutnie
uroczy.
W końcu udało mi się uspokoić
wystarczająco, aby zdobyć się na jakąś spójną wypowiedź.
- Okej, czy ten chłopak jest na
tydzień czy to raczej chłopak na
tydzień? – drażniłam się, dokładając nieco sarkazmu, kiedy wypowiadałam słowo chłopak.
Jace naprawdę nie miewał
chłopaków. Jace miał po prostu chłopców, w których był ‘kompletnie zakochany’ i
spotykał ich w kawiarni albo w barze, a nawet w pralni, kiedy odbierał swoje
pranie udawało mu się zdobyć numer. Raz napotkany facet, był od tej pory w
mojej świadomości jego chłopakiem.
Wielu z jego jednorazowych
przygód, których poznawałam rano, nazywałam jego ‘chłopakami’, co skutkowało
ich ucieczką. Aczkolwiek, nie byłam do końca pewna czy to przez użyte słowo,
czy przez to, że po tym jak wskakiwałam na łóżko Jace żeby się z nim
poprzytulać, znajdywałam dwóch gołych mężczyzn. Obie opcje są prawdopodobne.
- Norah. – jęknął Jace.-
Słyszałaś mnie?
- Wybacz, co? Myślałam, że
nadchodzi kelner z naszym zamówieniem.
Jego głowa odwróciła się w
kierunku, w którym wskazywałam palcem.
- Cholera, masz rację. Znowu zamówiłaś
pikantne rolki z tuńczykiem?
- Nie, te z ostrymi, chrupiącymi
krewetkami. Myślałam, że ty zamówiłeś rolki z tuńczykiem? Zawsze je zamawiasz.
Nasze talerze zostały postawione
przed nami zanim moglibyśmy dalej rozprawiać o sushi. Po kilku minutach wymian
rolkami i szybkim ich pochłonięciu, Jace potrząsnął głową, rozdrażniony
uderzając dłońmi w blat stołu.
- Rozproszyłaś mnie tymi
cholernymi, niebiańskimi rolkami! Muszę opowiedzieć ci o moim chłopaku. Jak o
moim chłopaku. Na serio się umawiamy, a on na serio jest gorący.
Wsunęłam do ust kolejną porcję
mojego sushi i uniosłam brew.
- On jest rodowitym
Brytyjczykiem. – kontynuował. – Co jest grane z tymi wszystkimi Brytyjczykami?
On jest niezwykle wesoły, a te cholerne oczy, Norah, przysięgam jak Boga
kocham, te oczy powodują, że tak jakby umieram za każdym razem kiedy go widzę.
Skinęłam i wskazałam, aby
kontynuował. – Cóż, żeby już nie przedłużać, on jest totalnie gorący i słodki i
naprawdę romantyczny, i tak jakby, jeszcze ze sobą nie spaliśmy.
- No przecież, że nie. – zadrwiłam.
Spojrzenie Jace spowodowało, że ustąpiłam i na znak pokoju wręczyłam mu rolkę,
którą z radością przyjął. – Dobra, dobra. Jak ma na imię?
- Louis. – Jace uśmiechnął się promiennie.
– Louis Tomlinson.
- Och, cóż za dostojne imię! Czy
on jest przyzwoitym chłopcem? Czy chodzi do ubikacji*? Czy je ryby i frytki? –
zadrwiłam.
- Ej! Twój facet też jest
Brytyjczykiem, ty nieznośna zdziro. Mów tak dalej, a nie przygotuję ci
śniadania przez najbliższy tydzień.
Uniosłam ręce w geście porażki, a
on uśmiechnął się radośnie, przeczesując dłonią swoje brązowe, uczesane na jeża
włosy, zanim kontynuował. Zjedliśmy i wypiliśmy po 2 lub 3, a może nawet 4 saki
shots, kiedy Jace chaotycznie opowiadał o swoim idealnym chłopaku i że pragnie
nas ze sobą poznać. Ponoć jest nawet fanem Packersów, więc uznałam go swojego.
Wyłączyłam się z rozmowy, kiedy
Jace użył słowa ‘Brytyjczyk’ i skupiłam myśli wokół pięknego mężczyzny, za
którego widokiem będę musiała poczekać do poniedziałku. Myśl o tym, jak
delikatnie z jego ust ulatuje moje imię, a jego głos nasiąknięty jest tym
cholernym brytyjskim akcentem, a on sam przyznaje, że jest mój, całkowicie mnie
pochłonęła, wprawiając moje serce w szaleńcze tempo.
I dlatego, kiedy usłyszałam jego
donośny śmiech, pierwszą myślą było to, że sobie to uroiłam i wpuściłam do
swoich marzeń. Ale kiedy usłyszałam go po raz kolejny, poderwałam głowę
zdezorientowana, napotykając na Jace ciągle paplającego o charakterze Louisa.
- Jace. – syknęłam, przerywając
mu w połowie zdania ‘ a jego tyłek jest po prostu-‘.
Wywrócił na mnie oczami.
- Zbyt dosadny opis dla twoich
niewinnych uszu?
- Nie, kurwa, spójrz! Spójrz za
moimi plecami. Czy to Harry? – wyszeptałam.
Byłam zbyt przerażona, aby odwrócić
się ze strachu przed nim, że przyłapie mnie na szpiegostwie. Jace przechylił
się lekko w bok, a ciemny kardigan zsunął się z jego ramienia, kiedy skanował
naszą ulubioną restaurację, zaskoczony szerzej otwierając oczy.
- Kurwa, Norah! Ten garnitur,
który ma na sobie jest zabójczy! Zapytaj, czy mogę go pożyczyć!
Pochyliłam się nad stolikiem i
walnęłam go pięścią.
- Ośle, czy on jest sam? W sensie
czy powinniśmy się schować czy iść i z nim porozmawiać?
- Um.- mruknął Jace, przygryzając
wargę. – On jest, uh, jest z tą kobietą. Tą, którą wpuściłaś do biura i jej nie
lubisz. Tą gorącą z kopertówką w ręce. Carlie, czy coś?
- Clarie? – zagotowałam się. Jace
skinął pokornie i ponownie zatopił się w swoim siedzeniu. – Kryj mnie.
Kiedy Jace upewnił się, że Harry
nie patrzy, wychyliłam się i odnalazłam go, tak jak mówił Jace, wyglądającego
przystojniej niż kiedykolwiek w wystawnym granatowym garniturze. Jego świeżo
umyte włosy były zaczesane; wyglądał na całkowicie odświeżonego zamiast jakby
dopiero co wrócił z innej strefy czasowej.
Uśmiechał się promiennie do
urodziwej blondynki siedzącej naprzeciwko niego. I w tej chwili oddech uwiązł
mi w gardle, kiedy on umieścił dłoń na stole, a ona delikatnie ją ujęła, z
łatwością splatając ze sobą ich palce w sposób obrazujący, w jak zażyłej relacji
się znajdowali.
Więc może mimo wszystko, on nadal
nie był mój.
* Edamame-to przystawka przygotowana z niedojrzałych strąków soi.
* w oryginale pojawia się słowo 'loo' typowe dla Brytyjczyków i oznacza właśnie toaletę, ubikację etc. Jako że akcja opowiadania rozgrywa się w Nowym Jorku, Norah chciała w ten sposób zażartować sobie z Louisa i nieco wkurzyć Jace.
-------------------------------
Przepraszam za długą przerwę. Natłok spraw uniemożliwił mi wcześniejsze dodanie rozdziału, ale już jest i mam nadzieję, że nie będziecie się na mnie długo gniewać.
ODNOŚNIE ROZDZIAŁU: To nie ja uczyniłam Tommo gejem, więc nie ciskajcie się za bardzo xD wizja autorki, na którą nie mam wpływu.
ohh kyrwa ze co harry ty debilu
OdpowiedzUsuńHarry w mojej glowie zabilam xie na 100 sposobow
OdpowiedzUsuńJa do zabiłam już wtedy, gdy spotkał Norah. Wtedy był dla mnie martwy. Teraz wrócił do żywych. Robi się ciekawiej...
UsuńZajebisty rozdział <3333
OdpowiedzUsuńRozdzial super, czekam na nastepne :-)
OdpowiedzUsuńWow, świetny rozdział ;*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ! :3
OdpowiedzUsuńHarry co ty :p
OdpowiedzUsuńWait, wróć.. To ten blog jest o całym One Direction? Co jest do cholery??? Przecież miał być tylko Harry! To nie fair! :( Czuję się zdradzona :P
OdpowiedzUsuńWait, wróć.
UsuńOpowiadanie jest o Harrym, a reszta chłopców (o ile się pojawią, nic nie zdradzam) mają jakieś epizodyczne role. Wszystko w temacie.
Och, tęskniłam ;*
OdpowiedzUsuńHarry jej to na 100% wytłumaczy sensownie ;)
OdpowiedzUsuńLouis Gej ?! :O
OdpowiedzUsuńHarry jebany tu kurwa dupku !
P.s. Czytam to od rana i jest Perfect ♥
Harry frajerze co ty sb wyobrażasz? Swędzi Cię w spodniach? Grrrr.... @Harry_MyGod
OdpowiedzUsuńKiedy next?
OdpowiedzUsuńGdzie następny rozdział? Czemu tak dłuuuuuuuuuuuuuuuuuugie przerwy? Wiesz, mogę sobie sama jakoś przetłumaczyć tylko , że twoje tłumaczenie jest zawsze dokładniejsze niż moje i uważam, że nie ma bata odechciałoby mi się. A tb nie może!! Motywuję cię z całych sił !!! Poświęć dwa wieczory z wakacji odwdzięczę się serią komplementów, rozpowiem to tłum-ff i wszystkie będziemy to czytać . Naprawdę nie poddawaj się. Serio? W takim momencie zaprzestać tłumaczenia>??? Nie rób mi ..nam tego. :) Proszę bardzo, błagam i pozdrawiam,.
OdpowiedzUsuńskarbie kiedy nowy rozdział? czekam i czekam, codziennie tu zaglądam.
OdpowiedzUsuńUwielbiam to ff, tłumaczenie, ta historia jest boska. Mam nadzieję, że będziesz kontynuowała bo naprawdę odwalasz kawał dobrej roboty :)